Kurs Sikory :: kursy maturalne :: Przystań psychologiczna :: Jak się uczyć biologii?
Po co się uczyć...czyli przedegzaminacyjne zjawiska psychologiczne
Z niezbadanych przyczyn wiosna dziwnie działa na maturzystów przed maturą i uczniów przed klasyfikacją (studenci o sesji jeszcze nawet nie myślą). Czy to dłuższe dni, czy skok temperatury powyżej zera, czy też zieleniejące się trawniki pobudzają umysły do stawiania pytań egzystencjalnych: po co to wszystko?... po co ta matura?... po co ja się uczę i po uczyć się w ogóle?... Z jednej strony niejeden chciałby przeprowadzić reformę kalendarza i uszczuplić rok o maj, byle by tylko mieć za sobą to, co najtrudniejsze. Z drugiej strony czasem marzy się, żeby zatrzymać świat jak za wciśnięciem pauzy i opóźnić majowo-czerwcowe egzaminy jak najbardziej się da. Bywają momenty, że w natchnieniu i uskrzydleniu wszystko jawi się proste i łatwe, a my sami zdolni do zdobywania najwyższych szczytów. Za chwilę jednak wpadamy w dołek, chandrę, czarny humor i wtedy świetlane wizje przyszłość ustępują miejsca obrazom co najmniej katastroficznym. Dlaczego tak się dzieje i jak sobie z tym radzić? Pierwsza oczywistość, jaka pod tym się kryje, to fakt, że wszyscy doświadczamy trudnych sytuacji. Matura, egzamin czy studia nie wyczerpują listy ważnych życiowych wydarzeń, od pierwszego dnia w szkole aż po emeryturę. Na każdym etapie życia będą one inne, każdy z nas może je spostrzegać jako mniej lub bardziej trudne, ale zawsze będą one wywoływać wiele różnych emocji, wzbudzać wiele refleksji, przyczyniać się do różnych zachowań. W obliczu wydarzeń spodziewanych, ale niejednoznacznych emocjonalnie (tzn. trudnych), ludzie często przeżywają charakterystyczne stany i zachowują się w specyficzny sposób.
Dylemat wabionej wiewiórki, czyli konflikt dążenie-unikanie
Jeśli próbowałeś kiedyś karmić z ręki nieoswojonego zwierzaka, zapewne wiesz, jakie dylematy może mieć ktoś, kto z jednej strony bardzo czegoś chce, a z drugiej bardzo się tego boi. Wiele celów w naszym życiu wzbudza w nas jednoznaczną motywację do ich osiągnięcia, dopóki są to cele odległe w czasie. W miarę zbliżania się do niego nagle słabnie siła dążenia, a pojawia się tendencja unikania. Dzieje się tak, ponieważ bliski w czasie cel zaczyna wzbudzać nieprzyjemne emocje: lęk przed porażką, strach przed oceną, niechęć do wysiłku, obawę, co będzie dalej Czasem pojawia się chęć ucieczki przed konsekwencjami, np. przed odpowiedzialnością, jaką niesie ze sobą ważna życiowo decyzja. Zaczynamy przeżywać prawdziwy "mix emocjonalny": chcemy jednocześnie, aby coś się już wydarzyło i żeby nie zdarzyło się wcale. Przy tym przyrost siły unikania jest zwykle szybszy od przyrostu siły dążenia, co może doprowadzić do rezygnacji z realizacji celu w ostatniej chwili. Wymownym przykładem tego zjawiska są uciekające sprzed ołtarza panny młode (tudzież panowie). Łagodniejszą wersję prezentują ci, którzy nagle chorują przed klasówką, spóźniają się na zajęcia, wiedząc o ustnym odpytywaniu, po kilka razy przesuwają termin oddania pracy semestralnej, itp.
Jak radzić sobie z tego typu wewnętrznymi konfliktami? Najprostszym wydaje się dokonanie wyboru: albo dopinamy swego i osiągamy cel, albo decydujemy się na odwrót. Nie jest to jednak takie oczywiste. Wiele można dokonać pod wpływem przejściowych stanów emocjonalnych i wiele potem żałować. Odpowiedź zależy tak naprawdę od rodzaju celu, przed jakim stoimy, a także od tego, w jakim momencie został dokonany wybór. Dylemat, czy zdawać maturę, czy też nie, trzeba by rozważać nie na tydzień przed egzaminem, ale zanim podjęta została decyzja o nauce w szkole średniej. Są także sytuacje, z których wycofanie się jest nieopłacalne, nieracjonalne lub wręcz szkodliwe, np. zwianie sprzed drzwi gabinetu dentystycznego ze spuchniętą połową twarzy. Osiągnięcie celu pod tytułem zdrowy ząb jest tutaj sprawą wielkiej wagi. Można wprawdzie przyjąć, że zepsuty ząb to konsekwencja o wiele wcześniej dokonywanych wyborów (tj. obżerania się słodyczami i nie mycia zębów), ale kto wtenczas myślałby o widmie dentysty. Dlatego też póki wybór jest jeszcze przed Tobą, możesz rozważać za i przeciw, określać swoje cele, planować ich realizację (
www.psychologia.warszawa.pl/czego1.php?status=czego&article=1
).
Jeśli już dokonałeś wyboru, ewentualna rezygnacja staje się trudniejsza, a jej skutki mogą oznaczać większe straty niż zyski. Wtenczas pozostaje to, co robiłbyś, chcąc nakarmić z ręki dziką wiewiórkę: oswajanie swoich lęków i obaw. Nie jesteś w stanie uniknąć nieprzyjemnych emocji związanych z trudną sytuacją, ponieważ uczucia są faktem i nie mamy wpływu na ich pojawianie się. Możesz jednakże próbować je nazywać, opisywać, tłumaczyć sobie, szukać ich przyczyn, wygadać się przed kimś zaufanym. Takie zabiegi, w psychologii wiązane z inteligencją emocjonalną, mogą przynieść większy spokój i poprawiać samopoczucie.
Róbta co chceta, czyli strategia samoutrudniania
Ilustracją tego zjawiska jest życie w akademikach, kiedy to im bliżej sesji, tym bardziej nasila się częstość imprezowania zamiast nauki. Ta zazwyczaj nieświadoma strategia obniża wprawdzie szansę na odniesienie sukcesu (zdanie egzaminu), ale pozwala ochronić własną samoocenę bez względu na wynik. Kalkulację w studenckiej głowie można przedstawić następująco: jeśli nie zdam, to nie dlatego, że jestem tępy, ale los chciał, że byłem po imprezie, a jeśli zdam, to będzie oznaczało, że jestem genialny! Techniki samoutrudniania nie wyczerpują oczywiście ustawiczne imprezy. Niemal każdy uczeń wykazuje niemałe zdolności w kwestii, co tu zrobić, żeby się nie uczyć. Dlatego, kiedy siada do nauki, nagle przypomina mu się, że: obiecał komuś telefon, miał skosić trawnik w ogródku, jest głodny, nie może wytrzymać w tym bałaganie, chce mu się coli i nie ma w domu ani kropli, w telewizji leci niezły film, kumpel prosił o przegranie płyty, trzeba wyprowadzić psa, a tak w ogóle to kto by się uczył w taką piękną pogodę? Co ciekawe, samoutrudnianie przynosi czasami paradoksalny efekt w postaci lepszego wykonania zadania, np. lepszego wyniku na egzaminie. Nie jest to wcale cud ani kwestia geniuszu, po prostu strategia ta obniża napięcie i podwyższa optymizm, przez co poprawia się funkcjonowanie w sytuacji zadaniowej. Studenci stosujący strategię samoutrudniania są bardziej wyluzowani: wykazują przed egzaminem mniej objawów lękowych i prezentują większy optymizm niż ich "pilni" koledzy, którzy wiedzą i potrafią dużo, ale stres bardziej ich zjada. Oczywiście, nie zawsze wyluzowanie jest cenniejsze od wiedzy, stąd dobre samopoczucie może zostać ocalone, a niezdany egzamin pozostaje niezdanym egzaminem.
Co robić, kiedy samoutrudnianie naprawdę utrudnia życie? Po pierwsze: dostrzec i uświadomić sobie własne zachowania, które temu służą. Refleksja nad nimi ułatwi ich ograniczenie lub wyeliminowanie. Po drugie: planować swoją naukę. Dzięki temu zachowane zostaną proporcje pomiędzy pilnością siedzenia nad książkami a wyluzowaniem imprezowicza. Wiele pożytecznych wskazówek na temat skutecznego planowania nauki znajdziesz na stronie:
www.psychologia.warszawa.pl/poco_kalendarz1.php?status=poco&article=2
.
Huśtawka nastrojów, czyli optymizm vs pesymizm.
Wydawało by się oczywiste, że lepiej być optymistą niż pesymistą. Optymizm służy dobremu samopoczuciu, wzmacnia wiarę we własne możliwości i motywuje do pracy w celu osiągnięcia sukcesu. Czasami jednak optymizm bywa nierealistyczny i może doprowadzać do bierności: jestem taki fajny, że wszystko mi się uda, więc po co się wysilać? Czy to oznacza, że warto być pesymistą? Odpowiedź brzmi: zależy jakim, gdyż pesymizm pesymizmowi nierówny. Przejawianie apatii, smutku, bezradności, rezygnacji, zmęczenia (tzw. pesymizmu depresyjnego) na pewno nie służy osiąganiu pożądanych celów. Jednakże strategiczny pesymizm (inaczej pesymizm defensywny) może być sposobem radzenia sobie z przyszłym, niepewnym wynikiem. Jak się okazuje, negatywne myślenie o przyszłości motywuje do wytężonej pracy w celu uniknięcia porażki. Myśli lub wypowiedzi o możliwym sukcesie często zagłusza się zgodnie z zasadą, ":żeby nie zapeszyć". Ludzie sądzą, że lepiej jest skromnie i po cichu robić swoje, a potem miło się rozczarować niż "przejechać się" na własnych pozytywnych wyobrażeniach i oczekiwaniach.
Kim bardziej opłaca się być: realistycznym optymistą czy strategicznym pesymistą? Odpowiedź należy do Ciebie, gdyż każdemu z nas co innego służy i wspomaga funkcjonowanie w obliczu przyszłych sytuacji. Zastanów się, w jakich sytuacjach przyjmujesz postawę optymisty, a jakich przeważa u Ciebie myślenie pesymistyczne? Wystrzegaj się skrajności: nierealistyczny optymizm często zawodzi, a pesymizm towarzyszący stanom depresyjnym rujnuje samoocenę. Oba stany przytrafiają się czasem każdemu, ważne jest jednak, aby świadomie do nich nie dążyć i nie stosować ich jako sposobów radzenia sobie z trudnościami.
Jak rozwijać w sobie inteligencję emocjonalną?
Termin ten nie odnosi się tylko do stosunków międzyludzkich. Człowiek inteligentny emocjonalnie potrafi tak wpływać na swoje emocje, aby wspierały jego motywację, umiejętności, pamięć, uwagę. Wspominaliśmy wcześniej, że nie jesteśmy zdolni do powstrzymywania się od konkretnych emocji. Możemy wprawdzie próbować je w sobie wzbudzać, niemożliwe jest natomiast nakazać sobie nie czuć tego, co czujemy. Co można zrobić z emocjami, to:
1. uświadamiać i nazywać - wbrew pozorom to trudna sztuka, gdyż często coś czujemy, a nie wiemy co i skąd to się wzięło; tymczasem zdanie sobie sprawy z trudnych emocji, np. z poczucia winy, że się nie uczysz, a powinieneś, z huśtawki nastroju od głębokiego dołka po wyżyny optymizmu, pozwala na poradzenie sobie z nimi poprzez ich wyjaśnienie, przypisanie jakiemuś wydarzeniu, a także zaplanowanie działań na rzecz zmiany samopoczucia lub jego wzmocnienia;
2. obserwować siebie - tak naprawdę sami dla siebie jesteśmy kopalnią mądrości; możemy sobie pomóc obserwując, w jakich sytuacjach dane emocje się pojawiają, jak sobie do tej pory z nimi radziliśmy, a także rozmawiając o tym z innymi - często okazuje się, że inni "też tak mają", co może przynieść ulgę oraz pozwala na podpatrzenie, jak radzą sobie z tym inni;
3. wywoływać - nie wilka z lasu, ale takie stany, które w danej sytuacji są najbardziej sprzyjające; jest to trudne, zwłaszcza gdy przeżywamy silne emocje, ale możliwe, zwłaszcza na drodze wyżej opisanych metod i działań.
Im lepiej poznasz siebie, swoje reakcje, odczuwanie i przeżywanie konkretnych sytuacji, zachowania kryjące się za emocjami, tym mniejszy niepokój będziesz przeżywać w chwilach, kiedy wszystko naokoło zwiastuje ważne, trudne i wymagające wydarzenie. Jakie ono naprawdę będzie, zależy od tego, jak o nim pomyślisz już teraz.
Ela Miodunka
Literatura: Doliński, D., (1993) Orientacja defensywna. Warszawa: PAN. Strelau, J. (2000) Psychologia. Podręcznik akademicki. Tom 2. Gdańsk: GWP.
Z laboratorium psychologa:
W trakcie zajęć ze studentami Dariusz Doliński przeprowadził prosty kwestionariusz, dotyczący tzw. wiary w złośliwość losu, czyli jednej ze pesymistycznych strategii myślenia o przyszłości. Przekonania te nazywa "wiarą w prawo kromki" i relacjonuje w następujący sposób:
Zdecydowana większość badanych przeze mnie studentów stwierdziła (), że "co najmniej w pewnym stopniu" zgadza się z tezą, że kromka posmarowana masłem częściej spada na podłogę stroną posmarowaną niż nie posmarowaną. Jeden z badanych studentów napisał nawet na marginesie kwestionariusza, że prawo to sprawdza się szczególnie wtedy, gdy
kromka spada na drogi biały wełniany dywan podczas imienin cioci. Podobnie znakomita większość badanych uznała za prawdziwe twierdzenia, że: "deszcz najczęściej zaczyna padać wkrótce po umyciu okien czy samochodu", "taksówek jest zawsze mnóstwo na postojach, ale gdy są naprawdę potrzebne, to nie ma ani jednej", "można tygodniami solidnie przygotowywać się do zajęć i nie być pytanym, ale wystarczy raz się nie przygotować, by być natychmiast wyrwanym do odpowiedzi", a także wiele innych. Warto zauważyć, że wszystkie te stwierdzenia sprzeczne są z oczywistym założeniem, że częstość zdarzeń losowych powinna być zgodna z regułami probabilistyki.
Okazuje się, że nawet studenci są niepoprawnymi pesymistami strategicznymi. A czy Ty wierzysz w "prawo kromki" :) ?
Warning: mysql_connect() [function.mysql-connect]: Access denied for user 'jsikora11'@'localhost' (using password: YES) in D:\WebSites\kurssikory\sysgate\comment.php on line 39
Brak połšczenia z serwerem mysql. Błšd: Access denied for user 'jsikora11'@'localhost' (using password: YES)
