Przystań psychologiczna

Psychologia uczenia się, motywacji i wyborów życiowych

 
 

Kurs Sikory :: kursy maturalne :: Przystań psychologiczna :: Jak się nie uczyć?


Jak się nie uczyć?
(czyli sztuka nicnierobienia)


Speców od udzielenia odpowiedzi na to banalne pytanie znajdziemy zarówno pośród pierwszoklasistów, jak i studentów. Jak się nie uczyć, wie każdy uczeń. Od czego są: paluszek i główka, imprezy i wagary, kino i telewizja, wielkie porządki i nagli goście, zepsute budziki i korki uliczne, rower i piłka, sms-y i czaty oraz te tysiące fascynujących czynności, które można wykonywać zamiast uczenia się? Od dawien dawna rodzice i nauczyciele, wychowawcy i pedagodzy, dydaktycy i metodycy, psycholodzy i inni eksperci łamią sobie głowy nad palącą kwestią, jak tu szanownś młodzież do nauki zachęcać i po dziś dzień trudno im się zmierzyć z jej profesjonalizmem w nie-nauce.




Pytanie od rzeczy: postawić świat do góry nogami

W Przystani również stawialiśmy dotąd „klasyczne” pytania naukowe: jak można się uczyć biologii, historii lub geografii, jak uczyć się z planem, samemu lub w grupie. Teraz stawiamy pytanie z pozoru od rzeczy: jak odwrócić kota ogonem, zmienić kurs o 180 stopni, postawić świat do góry nogami, popłynąć pod prąd, stanąć na głowie i po prostu… przestać się uczyć, planować, organizować, zarządzać, projektować, układać? Jak w pędzie ku zbliżającym się wakacjom wyhamować z piskiem opon (mózgowych) i powstrzymać się przed dalszą jazdą (życiową)? Jak zamiast pilnego wykorzystywania czasu pozwolić sobie na jego marnotrawienie i w dodatku nie mieć z tego powodu wyrzutów sumienia?


Problem na rzeczy: zatrzymać karuzelę

To może się wydawać absurdalne, ale tak jak jedni potrafią doskonale marnować swój czas, tak inni potrafią po mistrzowsku go zapełniać – co do minuty. W naszej kulturze, która jest coraz bardziej zorientowana na przyszłość, na jutrzejsze plany, osiągnięcia, odkrycia i możliwości, trudno jest czasem wysiąść choć na chwilę z tej karuzeli i… zwyczajnie odpocząć. Jesteśmy pokoleniem, które cierpi na chroniczny brak czasu. Narzekamy, że mamy go za mało, że płynie za szybko, zawsze na coś go nie starcza… To z kolei wywołuje obawę, że jeśli się nie postaramy, to coś bezpowrotnie stracimy, że czegoś nie zdążymy zrobić, osiągnąć, doświadczyć. Patrząc na zegarki i w kalendarze, na pośpiech we własnym otoczeniu, miewamy poczucie, że nic tak naprawdę ze swoim życiem nie robimy, nie rozwijamy się, nie inwestujemy w siebie, nie kształcimy się, nie awansujemy, nie osiągamy niczego, lub że moglibyśmy robić to lepiej, szybciej, efektywniej. Dlatego bierzemy się z czasem na bary i próbujemy go sobie zorganizować. Sporządzamy listę spraw do załatwienia. Układamy harmonogramy zajęć. Planujemy, co będziemy robić za miesiąc, za pół roku, za rok: kursy, szkolenia, konferencje, wyjazdy, itp. Rezygnujemy z rzeczy niekoniecznych, nie znosimy tych niezaplanowanych, które mogą zabrać cenny czas. Nawet na wakacjach lub urlopie (jeśli nie pracujemy sezonowo i zdołamy to sobie wybaczyć) usiłujemy szybko i efektywnie się zrelaksować, zregenerować i odpocząć prze kolejnymi zadaniami i wyzwaniami w naszym życiu.

Paradoks polega na tym, że im bardziej człowiek jest zorganizowany i zdyscyplinowany wobec czasu, tym prędzej czas mu ucieka. Dlaczego? Często wpadamy w pułapkę realizowania swojego życia jedynie poprzez stawiane sobie zadania. Przez to koncentrujemy naszą uwagę nie na tym, co TERAZ, ale na tym, co ZARAZ. Przyszłość staje się tak pojemna i napompowana pomysłami, że prawie pęka od pilnych zadań i spraw nie cierpiących zwłoki. Teraźniejszość w służbie przyszłości drastycznie się skraca, zawiera coraz mniej chwil i coraz szybciej mija, a my zostajemy z poczuciem, ze właśnie przeciekł nam przez palce kolejny dzień, miesiąc, rok naszego życia.


Odpowiedź do rzeczy: zanurzyć się w rzece

pp_jak_sie_nie_uczyc_zanurzyc.gif Postawa ciągłego „patrzenia w przód”, nastawienia na przyszłość, skrupulatnego planowania jutra, to nie tylko sprawa indywidualna, ale i zjawisko kulturowe. Psychologia kultury głosi, że całe społeczeństwa różnią się między sobą koncepcjami czasu oraz znaczeniem nadawanym jego poszczególnym przedziałom: przeszłości, teraźniejszości i przyszłości. Są kultury zorientowane całkowicie na przeszłość, na podtrzymywanie tradycji i pielęgnowanie historii – do nich należy świat arabski oraz kraje Ameryki Południowej. Kultury zorientowane na teraźniejszość żyją od wschodu do zachodu słońca, tu i teraz, bez rozpamiętywania tego, co przeszłe, i troszczenia się o to, co jutrzejsze. Należą do nich głównie plemiona koczownicze, które nigdy nie rozwinęły się cywilizacyjnie. Kultury zorientowane na przyszłość to te, które dążą do nowości i zmiany, które przeszłość i teraźniejszość traktują jako fundament do budowania przyszłości. Obejmują one przede wszystkim krąg kultury amerykańskiej oraz zachodnioeuropejskiej. Pod jej silnym wpływem jest także nasza kultura, która według badaczy balansuje gdzieś pomiędzy wspominaniem chlubnej przeszłości, nastawieniem na jedyną przewidywalną teraźniejszość a coraz silniejszym skoncentrowaniem się na obiecującej przyszłości.

Dla współczesnej kultury euroamerykańskiej charakterystyczne jest spostrzeganie czasu jako jednowymiarowego, sekwencyjnego, linearnego, podzielonego na odcinki „niczym droga lub wstęga wybiegająca w przyszłość i cofająca się w przeszłość”. Jest to czas anglo-europejski, zwany także strukturą „poprzez czas” – through time. Alternatywną koncepcją czasu jest postrzeganie go jako burzliwego strumienia lub rzeki, gdzie wiele rzeczy może się dziać naraz i niezależnie od siebie, gdzie są zakola i meandry, płycizny i głębie, gdzie to, co z tyłu, i to, co z przodu, nie ma tak wielkiego znaczenia, jak miejsce, w którym człowiek zanurzony jest teraz. Takie pojmowanie czasu zwane jest wielowymiarowym, synchronicznym, cyklicznym, o strukturze „w czasie” – in time. Cechuje ono wiele kultur spoza kręgu euroamerykańskiego.
Które podejście do czasu jest lepsze? To dopiero pytanie od rzeczy, gdyż każda postawa może przynosić pozytywne i negatywne konsekwencje. Natomiast prawdziwie owocne jest rozwijanie w sobie wielu sposobów przeżywania czasu. Osoby z silną postawą „poprzez czas” mogą uczyć się doświadczać chwili, mieć mniejsze wymagania od siebie, czerpać wiedzę z przeszłości a przyjemność z bycia tu i teraz. Osoby z postawą „w czasie” mogą uczyć się dostrzegać, że „tu i teraz” nie jest wieczne, mogą lepiej planować działania i precyzować cele, aby je realizować. Przeżywanie życia poprzez stawiane sobie zadania może służyć rozwojowi i umacnianiu samooceny, ale może także tłumić rozwój i wystawiać samoocenę na próbę, jeśli zabraknie nam… umiejętności bycia we wnętrzu bieżącej chwili. Dlatego warto wiedzieć, jak się uczyć, planować, osiągać, a jednocześnie jak się nie uczyć, nie planować i nie osiągać. Przez chwilę. Za chwilę karuzela ruszy od nowa, rzeka popłynie, nadejdzie dzień jutrzejszy. Jeśli jednak „nie zatrzymałeś się ani na chwilę w ciągu dnia, to nie zrobiłeś nic, co warte byłoby zachodu.”

Ola Lemańska


Literatura:

Hall, E.T. (2001), Poza kulturą. Warszawa: Wydawnictwo Naukowe PWN.
Król-Fijewska, M. (2001), Wyspy nicnierobienia, Charaktery nr 10 (57).
Tarkowska, E., Czas w życiu Polaków – wyniki badań, hipotezy, impresje, Warszawa 1992, Polska akademia Nauk – Instytut Filozofii i Socjologii
Widera-Wysoczańska, A. (2001), Czas nie ten sam dla wszystkich, Charaktery nr 10 (57).
 

ZADANIE
A teraz czas na… powstrzymywanie upływu czasu. Oto kilka sposobów nurkowania w głąb „tu i teraz”:

1. Wyspa czasu.
Pisaliśmy już o tworzeniu świętych wysp tylko i wyłącznie na naukę. Aby zachować zdrowe proporcje pomiędzy nauką i tym wszystkim, co nauką nie jest, winniśmy także dbać o codzienną wyspę czasu TYLKO DLA SIEBIE. Wyspy te rządzą się trzema regułami:
a) czas na Twojej wyspie jest wyłącznie Twój
b) wyspa czasu ma swoje jasno określone granice (nie mniej niż 15 minut!)
c) ma to być czas całkowicie nieproduktywny, nie przeznaczony z góry na żadne osiągnięcie lub efekt.
Co w takim razie robić na swojej wyspie? Czym się zająć? Pomyśl przez chwilę o czymś, co bardzo lubisz robić, a na co nie masz zwykle czasu – o czymś, co Cię pasjonuje i wciąga nie dlatego, że przynosi efekt, ale dlatego właśnie, że Cię pasjonuje i wciąga. A potem zrób to. Kiedy zaś inni będą pytać o Twoją wyspę, odpowiedz wzorem Krzysia w rozmowie z Kubusiem Puchatkiem:
„To jest tak: kiedy się idzie, żeby to zrobić, a właśnie pytają mnie: Co będziesz teraz robił, Krzysiu?, odpowiadam: Ach, nic i wtedy idę i to właśnie robię.”

2. Wyprawa w nieznane.
„Życia duchowego nie da się prowadzić na przedmieściu. Zawsze znajduje się na niezbadanych terenach (…)” (Howard Macey). Wybierz się więc w nieznane – bez planowania ani kontrolowania tego, gdzie się udasz i co będziesz tam robił. W swoim kalendarzu wpisz w jednym dniu tygodnia 3 godziny (co najmniej) zarezerwowane dla „JA”. Gdy nadejdzie ten czas, wyjdź z domu i… zobacz, co będzie dalej. Jeśli masz ochotę wyjechać samotnie w góry, nie planuj, gdzie będziesz spać lub na jaki szczyt wejdziesz. Jeśli wybierasz się na spacer, nie myśl, dokąd dojdziesz. Niech Twój czas będzie pełen nieznanego.

3. Medytacja przy obieraniu ziemniaków.
Opisuje ją i poleca w swej książce „Sztuka codziennego życia” benedyktyn, ojciec Jan H. Bereza:
„Kiedy bierzesz pierwszy ziemniak do ręki, weź kilka głębokich oddechów, koncentrując na nich całą uwagę. (…) Bądź świadom swojego wdechu i wydechu. Dzięki tej prostej praktyce twój oddech stanie się łagodny i spokojny; taki również będzie twój umysł i ciało, ponieważ oddech stanowi pomost łączący ciało i umysł. Po tym krótkim ćwiczeniu obieraj ziemniaki z takim zaangażowaniem, jakby nic ważniejszego nie istniało na świecie.”