Przystań psychologiczna

Psychologia uczenia się, motywacji i wyborów życiowych

 
 

Kurs Sikory :: kursy maturalne :: Przystań psychologiczna :: Czego się uczyć? Techniki self-presentation


Czego się uczyć? Techniki self-presentation!

Pojęcie autoprezentacji (self-presentation) znajduje się w pierwszej dziesiątce na liście życiowych umiejętności (nazwijmy ją top-skills), które trzeba, wypada, powinno się, korzystnie jest mieć. Inne gwiazdy z czołówki noszą takie imiona, jak: kreatywność, asertywność, komunikatywność. Wielu ludziom autoprezentacja kojarzy się ze światem ludzi sukcesu człowiek dokonujący skutecznej i pozytywnej autoprezentacji jest nienagannie ubrany, wysportowany, uśmiechnięty (nie mówiąc o bieli zębów), zajmuje wysokie stanowisko, zna się na kilku dziedzinach, pasjonuje czterema kolejnymi, awansuje co dwa tygodnie, wiedzie udane życie rodzinne i towarzyskie, nie stresuje się, nie przeżywa tremy, tryska humorem i pewnością siebie. W takim ujęciu zaprezentować siebie oznacza zaprezentować sobą pewien model rodem z billboardu lub kolorowego magazynu. A gdzie się podział ten krótki przedrostek auto-, w angielskim self-, oznaczający siebie?


Najprostsza definicja tego tak modnego słowa brzmi: kierowanie wrażeniem. Uzupełniając, chodzi oczywiście o wrażenie własnej osoby, wywierane na innych. Idąc dalej, można stwierdzić, że autoprezentacja to nic innego jak próba kontrolowania obrazu własnej osoby, powstającego w umysłach ludzi z otoczenia. I tu już włos jeży się na głowie, bo niedaleko stąd do wniosku, że oto zajmujemy się subtelną odmianą psychomanipulacji. Na szczęście niejaki Barry R. Schlenker odróżnił „kierowanie wrażeniem” (impression management) od „autoprezentacji” (self-presentation). W pierwszym przypadku jest to rzeczywiście dążenie do kontrolowania obrazu własnej osoby, jaki powstaje u innych. Autoprezentacja natomiast to kierowanie takim wrażeniem, które jest zgodne z „ja” jednostki, to próby selektywnego ujawniania…samego siebie. Wyobraźmy sobie faceta o budowie atlety, paradującego w marynarce o mocno wywatowanych ramionach oraz dobrze umięśnionego bywalca siłowni, noszącego obcisłe koszulki. Pierwszy dąży do stworzenia wrażenia, drugi po prostu się prezentuje. Student, który na ustnym używa na zmianę trzech zdań, wyuczonych z początku, środka i końca podręcznika, próbuje dowieść, że wszystko przeczytał, a jego kolega, cytując w rozmowie paru innych autorów (co z tego, że z lektury nadobowiązkowej) prezentuje to, co przeczytał naprawdę. Nie zmienia to faktu, że obaj mogą oblać lub zdać, na co mają wpływ inne czynniki, od skuteczności stosowanych technik po dociekliwość egzaminatora. My natomiast zajmiemy się sztuką nie zafałszowywania, ale podkreślania naszych cech, zdolności i osiągnięć, aby w odpowiednich sytuacjach zostały one dostrzeżone i docenione.


Prezentacja od pierwszego wejrzenia.

pp_czego_techniki_self.gif To trochę jak z romantyczną, czyli błyskawiczną miłością: jedni w nią wierzą, inni nie wierzą. Przyjmuje się jednak, że pierwsze wrażenie tworzy się nawet w ciągu pierwszych dziesięciu sekund i pozostaje na dłużej w umyśle poznającej nas osoby. Tam często tworzy schemat, który niekiedy trudno jest obalić, jeśli nie jest zgodny z tym, jak chcieliśmy się zaprezentować. Ponieważ wiele z naszych codziennych międzyludzkich kontaktów należy do jednorazowych i krótkich, a spodziewamy się po nich wiele, efekt pierwszego wrażenia może mieć niebagatelne znaczenie. W urzędzie i na egzaminie, w gabinecie dziekana lub dyrektora, podczas rozmowy kwalifikacyjnej i przy dokonywaniu ważnego zakupu – zazwyczaj spotykamy się tylko raz lub raz na jakiś czas. Dlatego warto popracować nad tym, jaki jestem w obecności innych ludzi, zwłaszcza jeśli od spotkania z nimi wiele zależy. Wyobraź sobie, że jesteś studentem, który w wyniku niesprzyjających okoliczności życiowych chciałby wystąpić o przedłużenia sesji lub warunkowe zaliczenie roku. Twoim celem jest oczywiście przychylna decyzja dziekana, toteż z duszą na ramieniu, sercem w gardle i watą w kolanach udajesz się do jego gabinetu. Co może ci dopomóc w tej rozmowie? Przyda się zaprezentować takie cechy, jak pewność siebie (ale nie arogancja), inteligencja, dobre wychowanie a także odpowiednio przedstawić sytuację, tj. pokazać, że Twoje kłopoty nie są wynikiem lenistwa, zaniedbania, niedojrzałości, nałogu i nieumiejętności organizowania czasu, lecz zewnętrznych wypadków losowych.
 

  1. Wchodzenie do gabinetu: nie wkładasz głowy w szparę uchylonych drzwi ani nie pukasz trzy razy na wszelki wypadek, ale wchodzisz „całym sobą” po usłyszeniu zwyczajowego „Proszę”; zamykając drzwi za sobą, nie odwracasz się tyłem.
  2. Krok: pewny i dziarski, nie posuwasz się chodem ślimaka ani nie stajesz przy drzwiach, czekając na zachętę, podchodzisz do biurka i czekasz na zaproszenie, żeby spocząć (jeśli jest na czym).
  3. Uśmiech: na tyle, na ile Cię stać, bez nerwowego drżenia wargi i przesadnego suszenia zębów, bo może zostać uznany za sztuczny lub bezczelny.
  4. Ubiór: nie będziemy wnikać w trendy mody w gabinetach dziekańskich, ale sam dobrze wiesz, co jest do przyjęcia, a czym zdecydowanie przegniesz.
  5. Sposób podania ręki: wtedy, gdy dziekan ją do Ciebie wyciągnie i nieważne, czy jesteś kobietą (która wg savoir-vivre powinna pierwsza rękę podawać).
  6. Postawa podczas siedzenia: nie krzyżuj nóg i rąk, przyjmij postawę otwartą: ręce swobodnie na kolanach lub oparciach, nogi skierowane w stronę rozmówcy (wbrew pozorom to ważny gest, wyrażający zainteresowanie), pochyl się lekko do przodu (się, a nie Twój garb!).
  7. Kontakt wzrokowy: kiedy mówisz i kiedy słuchasz, patrz na rozmówcę, chyba że chce Ci coś pokazać albo na chwilę zajmuje się czymś innym (telefon, ktoś trzeci wchodzi i zagaduje); nie błądź wzrokiem po ścianach, po biurku albo po własnych rękach, którymi szarpiesz drzazgę pod krzesłem.
  8. Operowanie przestrzenią: spośród czterech tzw. sfer dystansu najodpowiedniejsza do utrzymania jest druga, prywatna (45-120cm); nie naruszaj pierwszej, intymnej (poniżej 45cm), nie wchodź w społeczną (120-360cm) ani w publiczną (powyżej 360cm), nawet jeśli pozwala na to długość gabinetu.
  9. Pierwsze słowa: nie zaczynaj swojej historii od tego, co się działo latem zeszłego roku i jak to wpłynęło na Twoje kłopoty; w pierwszym zdaniu (po przywitaniu się, oczywiście) sformułuj prośbę, z którą przychodzisz, w kolejnych – powody zaistniałej sytuacji, a dopiero na końcu swoje odczucia, nadzieje i pomysły na poradzenie sobie z sytuacją.
  10. Unikanie gestów: są gesty, których użycie w kontakcie z inną osobą może napytać większej biedy niż przynieść pożytku: pocieranie oka stwarza wrażenie kłamstwa, ręce oparte na biodrach wyrażają siłę i władzę, ręce splecione za plecami oznaczają ukrywanie czegoś, nawijanie koszuli na palec, bicie się ręką w czoło lub pocieranie karku wywołuje efekt kogoś roztargnionego, spiętego, onieśmielonego.

Po pierwszym wrażeniu, czyli różne strategie autoprezentacji

Gdyby wszystko opierało się na pierwszych dziesięciu sekundach, sztukę prezentacji siebie mielibyśmy z głowy. Tymczasem Twoim celem może być nie tylko uzyskanie zgody dziekana, ale uchodzenie w szerszych kręgach za uzdolnionego studenta, świetnego organizatora i lidera, kompetentnego pracownika i duszę towarzystwa. Dlatego do prezentacji siebie przyda Ci się:
  1. Inscenizowanie pokazów kompetencji: spraw, aby Twoje kompetencje, umiejętności, zdolności, cechy nie pozostały niezauważone; szukaj okazji, aby je pokazać, zastosować, sprawdzić.
  2. Deklarowanie kompetencji: skończ z fałszywą skromnością, ale nie przesadzaj z nadmiernym przechwalaniem się – mów o swoich dobrych stronach z wyczuciem chwili i miejsca a najlepiej dąż do takich sytuacji, w których to inni będą chwalić Ciebie – będzie to bardziej wiarygodne.
  3. Używanie rekwizytów kompetencji: jako uzdolniony student wchodzisz do dziekana z dwoma tomiszczami pod pachą; jeśli czujesz się organizatorem, miej przy sobie terminarz, kalendarz i spis telefonów, które musisz niezwłocznie wykonać; jeśli na rozmowie kwalifikacyjnej chcesz się pokazać jako pasjonat kilku dziedzin, niech z plecaka wystaje Ci specjalistyczny magazyn, broszura lub przewodnik.
  4. Autoprezentacyjne atrybucje przyczynowe: brzmi skomplikowanie, a polega na niezwykle prostej (choć niepopularnej) zasadzie: przypisuj swoje porażki przyczynom zewnętrznym (pogoda, katar, korek uliczny), a swoje sukcesy – przyczynom wewnętrznym (Twoje zdolności, wiedza, umiejętności, doświadczenie, itp.).
  5. Ogólne i konkretne definiowanie własnych działań: jeśli mówisz o swoim sukcesie, opisuj go na poziomie ogólnym – to uprawnia do wnioskowania, że stoją za nim Twoje wewnętrzne dyspozycje. Jeśli mówisz o porażce, braku kompetencji lub negatywnej cesze, sprowadzaj ją do konkretu. Przykład definiowania sukcesu: organizujesz (pomijając, że jesteś jednym z organizatorów) spotkania kulturalne na dużą skalę, zarówno w Polsce, jak i za granicą, dla różnych grup społecznych i o różnorodnej tematyce. Przykład definiowania porażki: na powiatowym spotkaniu literackim w ubiegłym roku zdarzyło Ci się nie dopilnować nagłośnienia, gdyż gwałtowna burza na dzień wcześniej pozrywała instalacje na scenie.


Po co prezentować siebie?

Ludzie dokonują prezentacji na różne sposoby i z różnych przyczyn. Czasem zależy im na stworzeniu negatywnego wrażenia własnej osoby, czego najlepszym przykładem jest opisywana w innych artykułach strategia samoutrudniania. Czasem usiłują prezentować siebie na tle innych, z innymi lub w kontraście do innych. Najczęstszym i podstawowym celem tych zabiegów jest uzyskanie lub zwiększenie aprobaty ze strony otoczenia, ale nie tylko. Prezentujemy siebie po to, aby otrzymać od innych oznaki szacunku lub uległości, uzyskać wsparcie, uniknąć nieprzyjemności… Co jest jednak szczególnie ważne: autoprezentacja zmierza do ochrony lub podwyższenia własnej samooceny, i to nie tylko w oczach innych ludzi, ale i swoich własnych. W badaniach stwierdzono, że dokonywanie autoprezentacji na użytek otoczenia prowadzi do zmian w koncepcji własnej osoby. Paradoksalnie zatem, dążąc to wywierania wrażenia osoby pewnej siebie, stajemy się pewniejsi siebie. Chcąc wypaść jako świetny organizator, stajemy się lepiej zorganizowani. Wchodząc do gabinetu dziekana pewnym krokiem, zaczynamy myśleć o sobie: to nic wielkiego, dam sobie radę.

Prezentowanie siebie to w jakimś sensie stawanie w prawdzie wobec siebie samego. Możesz skutecznie i owocnie prezentować to, jakim jesteś, lub to, jakim chcesz się stać i dążysz do tego. Autoprezentacja nie polega na odgrywaniu roli, w której czujesz się sztucznie, w której samego siebie nie widzisz, która ciąży na Tobie i Cię przerasta. Jeśli kochasz wspinaczkę skałkową i wyprawy do Amazonii, nigdy nie będzie Ci dobrze w garniturze i z aktówką. W dążeniu do osiągnięć i sukcesów, do realizacji planów na życie, wystarczy, abyś był sobą. Zamiast w walce o wymarzony cel udawać rycerza Jedi, prezentuj broń, którą rzeczywiście posiadasz.
Ola Lemańska
Ela Miodunka


Literatura:

Collins, A. (1996) Język ciała. Wrocław: Wydawnictwo Astrum.
Neuberg L. S., Kenrick T. D., Cialdini R. B. (2002) Psychologia społeczna. Rozwiązane tajemnice. Gdańsk: GWP.